Niebawem rozpoczniemy sezon 2026/27, a zatem czas na rozmowę z człowiekiem, z którego codzienną wytężoną pracą wiążemy ogromne nadzieje na... tytułowe kolejne ''rozrabianie'' w polskim hokeju. Trener Rafał Bernacki opowiedział nam o sprawach kadrowych i przygotowaniach, a także o zamierzeniach na zbliżające się rozgrywki. W wywiadzie nie brakuje akcentów optymistycznych, ale też i realistycznych - wszak czeka nas znacznie trudniejszy sezon niż poprzedni.
- Czy w trakcie urlopu udało się panu nieco ''odciąć'' od hokeja, czy też jako wciąż młody szkoleniowiec cały czas żyje pan ukochaną dyscypliną?
Rafał Bernacki - Oczywiście znalazłem nieco czasu na odpoczynek od tematów hokejowych. W kwietniu pojawiła się kilkudniowa okazja, aby ''wygrzać kości'', natomiast w lipcu wyskoczyliśmy na przedłużony weekend nad Bałtyk. Na pewno był to fajny czas spędzony w odpowiednim miejscu i odpowiednim towarzystwie. Udało się zatem ''naładować baterie''.
- Przejdźmy więc do zbliżającego się sezonu. Podczas prezentacji drużyny powiedział pan, że liczy, iż JKH GKS Jastrzębie uda się nieco... narozrabiać. Pytanie - czy mamy do tego potencjał?
- Nie ukrywam, że wypowiadając te słowa sugerowałem się tym, co udało się osiągnąć w ubiegłych rozgrywkach. Wszak przed rokiem też nikt na nas nie stawiał, a jednak znaleźliśmy się w nielicznym gronie zwycięzców. Trudno w takiej sytuacji nie mieć nadziei na powtórkę. Zdaję sobie jednak sprawę, jak ciężki sezon nas czeka. Przybyło nam rywali, a ponadto praktycznie każdy z nich wzmocnił kadrę. Czy jednak mamy potencjał, aby ''napsuć krwi rywalom''? Sądzę, że tak. Faktem jest, iż dokonaliśmy zmian w drużynie, szczególnie w formacjach ofensywnych, ale z drugiej strony - nasza młodzież ma za sobą bezcenny rok doświadczenia w seniorskim hokeju. Liczę, że nasi młodzi chłopcy dołożą swoją ''cegiełkę'' i wspólnie postaramy się sprawić kilka niespodzianek.
- Prezes Kazimierz Szynal tradycyjnie wskazał cele - Superpuchar, Puchar i medal. I są to cele minimalne!
- Cóż, to prezes jest szefem i to on wskazuje, co mamy robić. Musimy zatem zrealizować te założenia. Znamy je doskonale, ponieważ pan prezes co sezon stawia takie właśnie wymagania (śmiech). Na marginesie - powinniśmy się cieszyć, że wciąż możemy mierzyć w takie cele, nawet jeśli są one mniejszą lub większą fantazją. Przykłady z innych dyscyplin w naszym mieście pokazują, do czego doprowadziło wycofanie się Jastrzębskiej Spółki Węglowej ze wsparcia dla sportu. W JKH GKS Jastrzębie dzięki operatywności, determinacji i odpowiedzialności zarządu udało się nie tylko przetrwać na najwyższym szczeblu i pozostać na sportowej mapie Polski, ale również utrzymać potencjał zespołu. To wielka zasługa naszych prezesów. Dlatego tym bardziej będziemy zdeterminowani, aby znów coś narozrabiać!
- O ile do zdobycia Pucharu Polski należy rozegrać dwie bardzo dobre rundy, a następnie wygrać dwa spotkania w turnieju w Krynicy, zaś do medalu - odnieść co najmniej dziesięć zwycięstw w play-offach, o tyle do wywalczenia Superpucharu ''wystarczą'' jedynie trzy tercje plus ewentualnie dogrywka i karne...
- Rzeczywiście, najkrótszą - ale równie ogromnie wymagającą - drogą do sukcesu wydaje się listopadowy Superpuchar Polski. To istotnie ''tylko'' jeden niezwykle ciężki mecz...
- Czyli podporządkowujemy cały sezon pod to jedno spotkanie i mamy fajrant. Z ekstraligi przecież nie spadniemy.
- Aż tak nie przesadzajmy (śmiech). Mówiąc poważnie - musielibyśmy sprawić sporą niespodziankę w Tychach. Wiemy, gdzie i z kim zagramy. Czeka nas pojedynek na obiekcie obrońcy tytułu i uczestnika Ligi Mistrzów. Wszyscy wiedzą, że to arcytrudne zadanie. Z drugiej jednak strony - przed rokiem jechaliśmy na Stadion Zimowy ''na pożarcie'', a jednak przeciwnik zdołał wygrać dopiero po dogrywce. Zobaczymy, co będzie. Zaczniemy od 0:0.
- Wróćmy do początku września. Za nami sparingi, w których zdołaliśmy pokonać ekstraligowych rywali, a także słowacką drużynę z Martina. O Polonii Bytom i Comarch Cracovii wspomina się w aspekcie solidnych wzmocnień, a tymczasem nasz zespół zdołał je pokonać. Z drugiej strony - po meczu z Porubą nie szczędził pan ostrych słów mówiąc, że na naszą grę nie dało się patrzeć...
- To prawda. Podczas trzydniowego turnieju w Porubie dwukrotnie bardzo słabo rozpoczynaliśmy spotkania. Było to o tyle dziwne, że w ostatnim dniu zawodów zagraliśmy o niebo lepiej, a więc nie mogło tu być mowy o zmęczeniu materiału. Myślę, że ''mentalnie'' coś nie zadziałało, ale przepracowaliśmy już ten temat. Analizowaliśmy sytuacje z początków sierpniowych sparingów w naszym gronie sztabu szkoleniowego, a następnie rozmawialiśmy o nich podczas odpraw z drużyną. Okres przygotowawczy jest po to, aby takie błędy eliminować. Przyznam jednak, że generalnie jestem zadowolony z tego, jak zaprezentowaliśmy się w meczach sparingowych. To były cenne sprawdziany, z których na pewno wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski.
- Czyli możemy pozwolić sobie na umiarkowany optymizm?
- To się okaże po pierwszych spotkaniach. Jestem przekonany, że na ten moment żaden szkoleniowiec nie pokusiłby się o miarodajną i wyczerpującą ocenę wszystkich ekstraligowych zespołów. Wiosną i latem zmieniły się kadry wszystkich klubów. Nie wiemy, na ile ''wypalą'' transfery i wszystko zweryfikuje lód. Kiedy ''karuzela'' kolejek ruszy na dobre, to wiele spraw się wyjaśni. Po każdym meczu będziemy mądrzejsi o analizy występów naszych konkurentów w starciach o stawkę. Wszak co innego sparingi, a co innego liga.
- W ubiegłym sezonie kibiców JKH GKS Jastrzębie można było obudzić w środku nocy i każdy bez problemu wymieniłby pierwsze trzy piątki naszej drużyny. Postawił pan wówczas na stabilność formacji. Jak będzie teraz?
- Podobnie. Faktem jest, że wymieniliśmy chłopaków w ofensywie, ale obrona pozostała praktycznie bez zmian. Na ten moment nie możemy jeszcze liczyć na występy Jakuba Ślusarczyka, który wrócił już wprawdzie na lód, ale na razie trenuje w ograniczonym zakresie. Sparingi pozwoliły nam przejrzeć kadrę i w zasadzie poukładaliśmy już pierwsze trzy piątki. Myślę, że ich zestawienie nie będzie dla kibiców większą niespodzianką. Będą one stałe na tyle, na ile pozwoli sytuacja zdrowotna - ''odpukać w niemalowane'', żeby w tym aspekcie dopisywało nam szczęście. Na pewno większa rotacja czeka ''młodą'' czwartą formację, ale to w naszym przypadku naturalna sytuacja - tu większe pole do popisu będą mieli najmłodsi gracze.
- A jak panu idzie nauka języka fińskiego?
- To akurat cel nieosiągalny... Na szczęście z chłopakami dogadujemy się po angielsku.
- Jak nazywacie między sobą Saaralainena i Savolainena? Nie są to może trudne do wymówienia nazwiska, ale... razem potrafią połamać język.
- Pozostaliśmy przy imionach. A zatem dla nas są to Miro oraz Joonas.
- Przy okazji naszej ostatniej rozmowy nie znaliśmy jeszcze personaliów kilku ostatnich nabytków JKH GKS Jastrzębie ''z pola'', czyli właśnie Miro-Pekki Saaralainena, Jake'a Stelli oraz Szymona Bieńka. Kilka słów o nich?
- Miro-Pekka to bardzo solidny napastnik, dysponujący dobrym przeglądem pola i celnym podaniem i strzałem. Na treningach prezentował się bardzo obiecująco i liczymy na niego jako jednego z liderów ofensywy. Jake to z kolei ''następca'' Danielsa Berzinsa jako center. Stella potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. To bardzo inteligentny gracz. Natomiast Szymon Bieniek pojawił się u nas w zasadzie już po zamknięciu składu w obronie, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się go zaangażować. Szymon to defensor o dobrych warunkach fizycznych, które będziemy starali się odpowiednio wykorzystać. Co ważne, cała trójka to pracowici i poukładani mentalnie ludzie, a na takich nam zależy.
- Osobno zapytam o Paavo Holsę. Będzie musiał zastąpić Karolusa Kaarlehto, a zatem przed nim bardzo trudne zadanie... Fin nie grał przez kilka miesięcy z powodów rodzinnych. Jeśli na początku sezonu wpuści ''babola'', to ten brak ogrania będzie mu wypominany.
- ''Babola'' może wpuścić nawet najlepszy bramkarz w historii i o tym należy pamiętać. Natomiast po tych kilku wspólnie spędzonych tygodniach jako sztab szkoleniowy zdążyliśmy przekonać się, że Paavo to bardzo solidny golkiper. Jest niezwykle pracowity, pozytywny, poukładany i współpracujący facet. Pod kątem sportowym pokazał nam, że potrafi bardzo wiele. W meczach z HC AZ Hawirzów wyłapał kilkanaście strzałów, które równie dobrze mogłyby znaleźć się w siatce i nikt nie miałby do niego pretensji. Holsa doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej istotnej roli w naszej drużynie. On doskonale wie, czego od niego oczekujemy. Myślę, że będziemy mieli z niego naprawdę dużo pożytku.
- Przejdźmy do spraw stricte trenerskich. Na początek nieco filozoficznie - gdyby mógł pan spotkać... samego siebie sprzed roku, to jaką radę dałby Rafałowi Bernackiemu na początku sezonu 2025/26?
- Zapewne zalecałbym samemu sobie, aby podchodzić do codzienności z większym dystansem. Krótko mówiąc - mniej stresu i mniej przejmowania się kłopotami. Taki jest sport, że problemy będą zawsze. Cóż, najbliżsi pamiętają zapewne, jak wiele nerwów kosztował mnie sierpień i wrzesień 2025 roku... Dlatego najlepsza rada, to mniej przejmować się przede wszystkim tymi rzeczami, na które nie ma się wpływu. Mimo wszystko to ''tylko i aż'' sport.
- Pytam nie bez powodu. Prezes Kazimierz Szynal przyznał, że cieszy się pan ogromną dozą zaufania i nawet w przypadku gorszych momentów może pan liczyć na wyrozumiałość. To dość komfortowa sytuacja - wprawdzie pojawiają się pewne oczekiwania po tak udanym poprzednim sezonie, ale z drugiej strony - ma pan dwanaście miesięcy na... dodatkową naukę przed powrotem na Jastor. Wtedy już taryfy ulgowej nie będzie.
- Na pewno miło jest usłyszeć, że prezes ma do nas zaufanie i docenia naszą pracę. Z Leszkiem Laszkiewiczem współpracuję od ośmiu lat, natomiast Marek Chrabański jest z nami w sztabie od roku. Trzymamy się razem i tworzymy zgrany tercet. Chciałbym, abyśmy nadal tworzyli tak dobrą atmosferę współpracy, jak dotychczas. Wiadomo, że są i lepsze, i gorsze chwile, ale potrafimy radzić sobie w każdej sytuacji i to mnie najbardziej cieszy. Natomiast co do ''psychicznego komfortu'', to... ja sam wymagam od siebie na tyle dużo, że w zasadzie nie potrzebuję dodatkowego ''bata''. Nie jest tak, że skoro cieszę się zaufaniem zarządu, to chodzę z głową w chmurach i nie będzie mi zależało na wyniku. Podtrzymuję to, o czym mówiłem w poprzednim wywiadzie - nadal twardo stąpam po ziemi i to się nie zmienia.
- Ale zna pan teorię ''drugiego sezonu beniaminka''?
- Oczywiście. Wiem, że zarówno dla drużyny, jak i dla mnie osobiście ten sezon będzie trudniejszy niż poprzedni. Oczywiście wolałbym się pod tym względem ''mile rozczarować'', ale myślę, że czeka nas więcej wyzwań. Być może będziemy musieli zmierzyć się ze słabszą serią lub momentem kryzysu, jednak jako sztab jesteśmy właśnie od tego, aby odpowiednio reagować na problemy.
- To może być trudne. W ubiegłym sezonie nie mierzyliście się z takimi kłopotami.
- Nie do końca. Po zdobyciu Pucharu Polski pojawił się u nas moment rozprężenia. Trzeba było porozmawiać trochę bardziej ''po męsku'' i sytuacja dość szybko wróciła do normy. Poza tym rozegraliśmy kilka słabszych spotkań i po nich również w szatni nie było miło i sympatycznie. Krótko mówiąc - mamy za sobą kryzysowe doświadczenia, z którymi musieliśmy sobie poradzić. Jeśli podobne pojawią się w zbliżających się rozgrywkach, to będziemy działać adekwatnie do sytuacji.
- Skoro twardo stąpamy po ziemi, to osobiście przyznam, że nie liczę na powtórkę z takiego ''złotego strzału'', jakim był Puchar Polski. Dlatego chciałbym zapytać, jaki wynik uzna pan za ''wystarczająco dobry'', a jaki będzie porażką? Można przecież zająć ósme miejsce ze stratą dwóch punktów do czwartego miejsca, a następnie przegrać ćwierćfinał po siedmiu ciężkich meczach, a można zająć piąte mając przed sobą przepaść do rywali i odpaść z play-off po czterech pogromach.
- Trudno nie zgodzić się z tymi słowami. Tak szczerze, to... zawarł pan odpowiedź w swoim pytaniu. Może być przecież nawet tak, że faza zasadnicza nam nie do końca ''wyjdzie'', ale znajdziemy się w play-offach, w których zagramy ''ponad stan''. Generalnie to bardzo ciężkie pytanie, na które nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi. Dlatego zwrócę uwagę na inny aspekt - będę bardzo zadowolony, jeśli nasza młodzież zrobi krok naprzód. Chciałbym, aby nasi młodzi chłopcy wzięli na siebie większy ciężar odpowiedzialności i pomogli bardziej doświadczonym kolegom. Takie osiągnięcie będzie z korzyścią dla całego naszego klubu. Jeśli dodatkowo dzięki ich postępom uda się nam osiągnąć jakiś niespodziewany sukces, to będzie pełnia szczęścia.
- Czyli spoglądamy na dystans nieco dalszy niż tylko najbliższe miesiące.
- Oczywiście. To, co jest ''tu i teraz'' jest bardzo ważne, ale nie możemy tracić z oczu dalszego horyzontu. Chciałbym mieć tę satysfakcję, że nasi chłopcy pod naszą wodzą ''poszli do przodu''. Mamy tu jednak wiele ''zmiennych'', a największą jest ich osobista wola i determinacja, aby rozwijać się w dobrym kierunku.
- Czego zatem możemy życzyć panu na ten nowy sezon?
- Skupię się na ''sportowej klasyce'' - chciałbym, aby chłopakom dopisywało zdrowie. Jeśli będą omijały nas kontuzje i damy radę możliwie często walczyć w najmocniejszym składzie, to będzie podstawa do dalszych życzeń. A czego pragnąłbym osobiście? Cóż... Byłoby wspaniale, gdyby ponownie udało nam się sprawić niespodziankę sobie i kibicom. Faktem jest, że ciągle wspominamy ten miniony sezon, ale zdobycie Pucharu Polski w grudniu było tak fantastycznym przeżyciem, że chciałoby się powtórki.
Fot. Magdalena Kowolik.
UWAGA! Uprzejmie prosimy zaprzyjaźnione Media wykorzystujące niniejszy autoryzowany wywiad w swoich publikacjach prasowych o wyraźne wskazanie źródła rozmowy - oficjalnej strony JKH GKS Jastrzębie (jkh.pl).
rozm. mg

Komentarze 0
Zostaw Komentarz