Maciej Urbanowicz był jednym z tych zawodników, którzy w pojedynkach z Tauron Podhalem Nowy Targ "zrobili różnicę na tafli". Kapitan tradycyjnie już powiódł naszą drużynę do walki i... do zwycięstwa! Na tę okoliczność zapytaliśmy go o najbliższą przeszłość i przyszłość. Urbanowicz zapewnia, iż hokeistom bardzo brakuje kibiców na trybunach. Przypomina także, że potrzebne do zwycięstwa w półfinałach cztery mecze to zarazem "dużo i niedużo".
Czy po niedawnym skomplikowanym urazie ręki pozostał jeszcze jakiś ślad?
Maciej Urbanowicz - Wiadomo, że była to ciężka kontuzja i tak naprawdę moja ręka jeszcze długo będzie się goić. Dłoń nie jest jeszcze taka, jak przed złamaniem. Na to potrzeba czasu. Staramy się, aby było jak najlepiej i robimy wszystko, aby ręka była jak najbardziej sprawna. Na chwilę obecną w stu procentach na pewno nie jest.
Za nami ćwierćfinały z Podhalem Nowy Targ. Choć zmagania zakończyły się w czterech spotkaniach, to musieliście się sporo napocić, aby zwyciężyć.
Oczywiście, że tak. Wiedzieliśmy, że Podhale mocno się postawi. To są Górale, którzy potrafią walczyć, szczególnie jeśli nie mają nic do stracenia. I rzeczywiście - te mecze były trudne. Cieszy jednak to, że my pokazaliśmy w tych niełatwych momentach swoją siłę i dzięki temu zwyciężyliśmy dość szybko. Myślę, że nikt nie spodziewał się, iż pojedynek z "Szarotkami" zakończy się wynikiem 4-0.
Rozumiem, że najtrudniejszy był trzeci mecz, zakończony dogrywką?
Tak, ale uważam, że każde spotkanie było ciężkie. We wszystkich mieliśmy trudniejsze momenty, które należało przezwyciężyć. W trzecim pojedynku istotnie z 3:1 zrobiło się 3:3 i w efekcie znaleźliśmy się w lekkim dołku. W trzeciej tercji Nowy Targ miał więcej z gry. Dostaliśmy jednak taki mały dar od losu w postaci kary dla rywala i wykorzystaliśmy ją.
W pojedynkach z Podhalem często zmieniałeś formacje. Jak ci się grało z młodszymi kolegami w czwartej piątce?
W trzecim meczu tak naprawdę grałem w... każdej piątce (śmiech). Na papierze zaczynałem w czwartej formacji i pograłem w niej bodajże trzy zmiany. Cóż, trener Robert Kalaber rzucał mnie do walki wszędzie, więc występowałem... wszędzie! Wiemy jednak, że nasz szkoleniowiec lubi grać w ten sposób i to jest normalne. Mogę zapewnić, że wydarzyło się to nie pierwszy i nie ostatni raz. Tak samo było przecież w finale Pucharu Polski z Unią Oświęcim. Po prostu, trzeba grać tak, jak trener każe. I tyle.
Oglądaliśmy na Facebooku filmik z waszej kolacji po czwartym meczu z Podhalem. Podobno Patrik Nechvatal was także zaskoczył swoją kibicowską aktywnością.
Rzeczywiście, Patrik trochę się uaktywnił (śmiech). Na pewno jest to sympatyczne wydarzenie, ponieważ buduje atmosferę i podtrzymuje radosny nastrój po zwycięstwie. Takie sytuacje dodatkowo tworzą kolektyw.
Jesteś jednym z tych nielicznych zawodników JKH GKS Jastrzębie, którzy pamiętają pierwsze wicemistrzostwo z 2013 roku. Czy da się porównać tamten sezon do obecnego?
Moim zdaniem nie. Teraz mamy inne czasy, inne schematy i inne drużyny. Wszystko idzie do przodu, a hokej się rozwija. Nie ma co porównywać. Myślimy o tym, co jest teraz. Przed nami jest półfinał. Musimy wygrać cztery mecze. To zarazem dużo i niedużo... Chcemy realizować swoje cele, co na razie nam dobrze wychodzi. Oby tak dalej.
Wielokrotnie pojawiały się opinie, że celem i marzeniem JKH GKS Jastrzębie jest finał. Czytałem też takie opinie kibiców Podhala, którzy mówili, że przegrali z przyszłym mistrzem. Co ty na to?
Absolutnie nie możemy w taki sposób do tego podchodzić. Skupiamy się na półfinale. Finał jest daleko, a w strefie medalowej są bardzo mocne drużyny. Nie jesteśmy faworytem do mistrzostwa. Jest nim kto inny. Natomiast my zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby po sezonie cieszyć się z sukcesu.
Wszystko wskazuje na to, że półfinały także rozegracie bez kibiców. Na pewno jest wam żal z tego powodu.
Oczywiście, wsparcie kibiców ma ogromne znaczenie. Obecność fanów na trybunach czyni lepszą atmosferę na lodowisku. Odczuwamy też większe emocje i czujemy dodatkowy napływ adrenaliny. Po prostu - z kibicami gra się inaczej. Szkoda, że ich z nami nie ma. Myślę, że my swoją postawą na lodzie sprawiliśmy, że sympatyków hokeja w Jastrzębiu jest jeszcze więcej. Na pewno są oni równie głodni sukcesu, jak my.
Rozumiem, że układ z trzymaniem zarostu w szatni obowiązuje także i w tym sezonie?
Tak, to akurat jak najbardziej naturalne. Każdy o tym wie i wszyscy się tego trzymamy.
Od redakcji: W przypadku wykorzystania niniejszego wywiadu w materiałach prasowych prosimy o wskazanie źródła materiału - www.jkh.pl.