W czwartkowy wieczór hokeiści JKH GKS Jastrzębie po raz pierwszy w tym sezonie musieli uznać wyższość Energi Toruń i tym samym przeciwnik odrobił część ćwierćfinałowych strat. Trzecie z toruńsko-jastrzębskich starć nie było tak emocjonujące, jak dwa pierwsze, a głównym ''grzechem'' naszej drużyny był brak skuteczności (strzały 37:25 dla JKH GKS). No nic, gramy dalej! W piątek w Toruniu mecz numer cztery, a w poniedziałek na Jastorze - numer pięć!
Wprawdzie lepiej w spotkanie weszli jastrzębianie, którzy na starcie zawodów obili obramowanie bramki Antona Svenssona, ale to gospodarze jako pierwsi ucieszyli się z gola. Stało się to już w 3. minucie, gdy po naszym niefrasobliwym zagraniu w ofensywie gumę w środku pola stracił Vratislav Kunst. Wykorzystał to szarżujący Mikko-Matti Paakola, otwierając wynik zawodów. W 6. minucie mogło być 1:1, gdy po podaniu Łukasza Nalewajki szansy w sytuacji sam na sam nie wykorzystał Michał Zając. Niestety, wraz z upływem czasu tempo zmagań gasło, a samo spotkanie przeistoczyło się w prawdziwe hokejowe szachy.
Podobnie wyglądała druga tercja - torunianie solidnie zamurowali środek pola, a jeśli podopiecznym Roberta Kalabera udawała się sztuka przedarcia przez te zasieki, na posterunku czuwał niezawodny Svensson. W zasadzie dopiero pod koniec tej partii nieco zaiskrzyło po karze dla Adriana Jaworskiego, ale tę przewagę nasz zespół rozegrał zbyt zachowawczo, aby doprowadzić do remisu.
Fakt, że w ostatnich pięciu minutach sędziowie podyktowali więcej kar niż... przez wcześniejsze pięćdziesiąt pięć, dobrze opisuje czwartkowy mecz. Tempo wzrosło dopiero w okolicy ostatniego kwadransa, gdy świetną partię zaczynał rozgrywać Vilho Heikkinen, który w 45. i 47. minucie praktycznie w pojedynkę uratował nasz zespół od straty drugiej bramki. Od około pięćdziesiątej minuty zaczęła rysować się coraz większa dominacja jastrzębian, którzy właśnie od tego momentu zaczęli mocniej ''nabijać'' statystykę strzałów. Cóż jednak z tego, skoro Svensson bronił jak natchniony...
W końcu jednak w 55. minucie po wygranym buliku guma trafiła do niepilnowanego na środku tercji rywala Marka Kaleinikovasa, a ten zdołał wreszcie ukąsić Szweda i mierzonym strzałem z pół-dystansu doprowadził do upragnionego remisu. Wydawało się, że nasz zespół będzie w stanie przechylić szalę wygranej na swoją stronę, gdy dość kontrowersyjną karę otrzymał Kamil Górny. W jej trakcie w zamieszaniu podbramkowym torunianie zdobyli drugiego gola, a gumę do siatki z bliska wepchnął Oleksij Worona. Mieliśmy wprawdzie szansę na błyskawiczną odpowiedź, ale Martin Kasperlik tuż po rozpoczęciu gry od środka nie zdołał wygrać pojedynku ze Svenssonem. Ta sytuacja najwyraźniej dodała dodatkowych skrzydeł gospodarzom, którzy mimo nerwówki na finiszu i czasu dla Roberta Kalabera zdołali dowieźć zwycięstwo do końca.
Cóż, gramy dalej. W piątek mecz numer cztery, w którym powalczymy o powrót do ''dwupunktowej'' przewagi i uniknięcie remisu przed powrotem do Jastrzębia-Zdroju.
27 lutego 2025, Toruń, 18:30
KH Energa Toruń - JKH GKS Jastrzębie 2:1 (1:0, 0:0, 1:1)
1:0 Paakola 02:03
1:1 Kaleinikovas - Kuru 54:23
2:1 Worona - Arrak - Thyni Johansson 57:08, 5/4
JKH GKS Jastrzębie: Heikkinen - Ronkainen, Makela, Szczerba, Kuru, Pulkkinen - Żurek Bagin, Kasperlik, Rac, Kaleinikovas - Górny, Załamaj, Urbanowicz, Petras, Kamiński - Kunst, Blomberg, R. Nalewajka, Ł. Nalewajka, Zając.
Strzały: 25 - 37 / Kary: 4 min - 6 min / Widzów: 2 120
Sędziowali: Bartosz Kaczmarek, Patryk Pyrskała (główni) oraz Łukasz Sośnierz, Eryk Sztwiertnia (liniowi).
W rywalizacji do czterech zwycięstw: JKH GKS - KH Energa 2-1.
Kolejny mecz - 28 lutego 2025 w Toruniu (godz. 18:30).