Powiedzieć, że zdobyciem Pucharu Polski hokeiści JKH GKS Jastrzębie osiągnęli ''500% normy'', to odpowiednie dać rzeczy słowo. Nas miało nie być w turnieju w Krynicy, a tymczasem już teraz jesteśmy jednymi z laureatów sezonu 2025/26 i mamy zapewnioną przepustkę do walki o Superpuchar w sezonie, który... dopiero się zacznie. Powrót do walki o ekstraligowe punkty ze świadomością osiągniętego sukcesu otwiera przed podopiecznymi Rafała Bernackiego bezcenną dla każdego sportowca ''czystą głowę''. W takiej sytuacji wszystko jest możliwe!
Powrót do ekstraligowej rzeczywistości nastąpi w piątkowy wieczór w Satelicie Spodka, gdzie zmierzymy się z jednym z półfinalistów Pucharu Polski, GKS Katowice. Ekipa Jacka Płachty nie zapisała turnieju w Krynicy w rubryce udanych, bowiem musiała uznać wyższość Zagłębia Sosnowiec. Jednak w ubiegłym miesiącu katowiczanie mieli sporo powodów do radości, bowiem po sensacyjnej porażce w Krakowie ''odkuli się'' pokonując u siebie... Zagłębie Sosnowiec (3:1) oraz, w prestiżowych derbach, GKS Tychy (4:1). Efektem jest pozycja wicelidera z ''kontaktem'' z pierwszym miejscem, zajmowanym przez sosnowiczan.
W dotychczasowych trzech ekstraligowych spotkaniach pomiędzy JKH GKS Jastrzębie a GKS Katowice dwukrotnie lepsi byli konkurenci, którzy 19 października i 23 listopada zdobyli Karwinę (kolejno 2:1 po dogrywce oraz 6:3). Z kolei we wrześniowym starciu w Satelicie Spodka to jastrzębianie byli górą, lepiej egzekwując rzuty karne (4:3 k.). Wtedy jeszcze uznaliśmy ten wynik za absolutną sensację, nie znając realnej siły i potencjału, który zdołali wykrzesać z naszej młodej drużyny Rafał Bernacki, Marek Chrabański i Leszek Laszkiewicz.
My - jak w tytule - już naprawdę nic nie musimy. Mamy zatem sytuację bardzo podobną do tej z sezonów 2019/20 i 2020/21, gdy po zdobyciu trzeciego i czwartego Pucharu Polski mogliśmy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku ''skupić się na lidze''. Wszyscy wiemy, co było dalej - najpierw JKH GKS przełamał ćwierćfinałowy impas wyrzucając za burtę potężną wówczas Comarch Cracovię, a następnie zdobył historyczne złoto. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie liczy na powtórkę sprzed pięciu lat, ale...
W Krynicy też nas miało nie być, a wśród ekspertów nie było takiego, który przed półfinałem widział nas w roli triumfatora!

Komentarze 0
Zostaw Komentarz