''Nie jestem dyrektorem zza biurka''

 
2026-06-30 Wywiady

Zapraszamy do lektury obszernego wywiadu z dyrektorem sportowym JKH GKS Jastrzębie Leszkiem Laszkiewiczem, z którym wspominamy miniony sezon oraz rozmawiamy o perspektywach na kolejny - jeszcze trudniejszy. Legenda jastrzębskiego hokeja ujawnia nam także kulisy ''walki'' o zawodników na rynku transferowym oraz zachęca kibiców do... ''twardego stąpania po ziemi'' w sytuacji, gdy dysponować będziemy de facto jednym z najniższych budżetów w ekstralidze. Zarazem jednak Laszkiewicz przypomina, że JKH GKS Jastrzębie jest ceniony w polskim i jastrzębskim środowisku sportowym za mądre gospodarowanie dostępnymi środkami oraz finansową sumienność. Zahaczamy też o sprawy transferowe oraz reprezentację Polski. Zachęcamy do czytania!

Na początek wspomnijmy krótko miniony sezon. We wrześniu ubiegłego roku Puchar Polski, piąte miejsce w ekstralidze i mistrzostwo Polski juniorów bralibyśmy w ciemno?
Leszek Laszkiewicz - Zdecydowanie tak! Przed sezonem nikt nie spodziewał się, że damy tyle radości i sobie, i kibicom. Dysponowaliśmy przecież dużo mniejszym budżetem, przebudowaliśmy i odmłodziliśmy drużynę, a ponadto wszystkie spotkania rozgrywaliśmy poza Jastrzębiem. Nie ukrywajmy, że miał być to sezon na przetrwanie, a tymczasem zakończył się wspaniale. Wszyscy jesteśmy z tego dumni. Dla mnie osobiście bardzo ważne jest to, że osiągnęliśmy dobre wyniki, zarazem dając tylu młodym chłopakom szansę na pokazanie się w seniorskim hokeju. Pamiętam, jak w finale Pucharu Polski w Krynicy przeglądaliśmy składy przed meczami - u nas przy jedenastu nazwiskach widniała literka "M" jak młodzieżowiec, natomiast u przeciwników przy dwóch lub trzech. Co więcej, tamci chłopcy grali sporadycznie, a u nas stanowili siłę nawet trzech formacji. Widziałem łzy w oczach naszych wychowanków, gdy podnosili trofeum w górę. Nawet teraz odczuwam wzruszenie, gdy o tym pomyślę.

Najwyraźniej jednak trudności hartują. Pan lubi takie sytuacje.
To prawda. Nie przypominam sobie jednak, aby kiedykolwiek było łatwo. Każda sytuacja ma swoje plusy i minusy. Jeśli dysponujesz wysokim budżetem, to pojawiają się oczekiwania i presja. Jeżeli z kolei nic nie musisz, to wychodzisz na taflę bez większego ciśnienia. Jest w tobie jednak taka sportowa złość, żeby na przekór okolicznościom osiągnąć coś wielkiego i "napsuć krwi" faworytom. Myślę, że każdy sportowiec to potwierdzi. I chyba właśnie dlatego sport jest taki piękny, że najbogatsza drużyna niekoniecznie musi wygrać.

A czy w ćwierćfinale play-off dało się ugrać coś więcej?
Myślę, że nie mamy się czego wstydzić. Widzieliśmy, jak szybko GKS Tychy rozstrzygnął rywalizację o finał, a następnie o złoto. Teraz możemy oczywiście "gdybać", ale musimy twardo stąpać po ziemi. Oczywiście po Pucharze Polski wszyscy mieliśmy apetyt na kolejną sensację, jednak o takową w play-off znacznie trudniej. Co innego dwa spotkania o stawkę, a co innego - miesiąc walki na najwyższych obrotach. Przy tak poważnej różnicy potencjałów - szczególnie w "niższych" formacjach - niezmiernie trudno byłoby wygrać w krótkim czasie cztery spotkania ze zdecydowanym faworytem. W Pucharze Polski zagraliśmy praktycznie w pełnym składzie i mogliśmy posłać do walki nasze formacje specjalne, a ponadto do dyspozycji był Fredrik Forsberg. Odnosząc się jeszcze do ćwierćfinałów warto pamiętać, że byliśmy jedynym zespołem w ekstralidze, który przez cały sezon nie dokonał nawet jednego wzmocnienia. Dopiero na finiszu zakontraktowaliśmy Matiasa Lehtonena, ponieważ musieliśmy zastąpić wspomnianego Forsberga, który trafił na stół operacyjny.

Trener Rafał Bernacki powiedział, że w styczniu dyrektor sportowy musiał interweniować w szatni. Jak to wyglądało?
Jako zawodnik przeważnie byłem liderem drużyny i nauczyłem się reagować w takich sytuacjach. Wiem, kiedy trzeba tonować emocje, a kiedy trzeba uderzyć pięścią w stół. Podobnie staram się działać jako dyrektor sportowy. Czuję się odpowiedzialny za tych chłopaków. Nie jestem "dyrektorem zza biurka". Uważam się za część tej drużyny. Trzymamy się blisko z zawodnikami, co zapewne również ma wpływ na znakomitą atmosferę w szatni. Jeśli chodzi o styczeń, to warto pamiętać, że poza radością z pucharu musieliśmy także nadrabiać zaległości z grudnia. Myślę jednak, że poradziliśmy sobie i utrzymaliśmy odpowiedni poziom do końca sezonu.

Kilka lat temu rozmawialiśmy o pańskim powrocie do Jastrzębia oraz decyzji o pozostaniu w drużynie, którą Robert Kalaber zmuszony był odmładzać w 2016 roku. Mówił pan wówczas, że bycie liderem młodzieży okazało się kapitalnym "mentalnym kopem", jako nowym wyzwaniem po latach walki o medale. Teraz jako dyrektor sportowy znalazł się pan w podobnej rzeczywistości.
To prawda. Sympatyczne, że o tym wspominamy. Przyznam szczerze, że dodatkową satysfakcję sprawia mi możliwość obserwowania Macieja Urbanowicza, który teraz przechodzi to samo. To on "trzyma" naszą młodzież w szatni. Powiem coś, o czym kibice powinni wiedzieć... Rok temu zdobyliśmy brązowy medal i po tak udanych rozgrywkach zawodnikom należało się podwyżki. Tymczasem sytuacja zmusiła nas do poważnej renegocjacji kontraktów "w dół". Maciek, a także bracia Łukasz i Radosław Nalewajkowie zrozumieli sytuację i przystali na nowe warunki. Warto to docenić.

Doszły do mnie informacje, że jako sztab "pożegnaliście" Lodowisko Jastor przed jego remontem. Pewnego wieczora stanęliście na środku tafli z lampką szampana i wspomnieliście najpiękniejsze chwile związane z tym obiektem...
Fakt. Stanowimy w klubie grono wspaniałych przyjaciół. Tworzymy taką hokejową rodzinę, co nie jest regułą w zawodowych klubach. Zostawiliśmy na tym lodzie mnóstwo zdrowia. Przeżywaliśmy tu sukcesy, ale i porażki. Dlatego postanowiliśmy spotkać się po raz ostatni na tafli Jastora. Było bardzo sentymentalnie, być może popłynęła nawet łezka. Oczywiście bardzo cieszymy się, że za jakiś czas spotkamy się na nowym lodowisku, jednak warto było jeszcze raz spojrzeć na te bandy i trybuny, które były świadkami historii.

Przejdźmy do spraw bieżących oraz kolejnego sezonu, który jawi się jako jeszcze trudniejszy od minionego. Mimo rezygnacji ze wsparcia ze strony Jastrzębskiej Spółki Węglowej JKH GKS Jastrzębie wystartuje w rozgrywkach ekstraligowych. Może chciałby pan przekazać kilka ciepłych słów w kierunku zarządu naszego klubu, który twardo trzyma stery w tym trudnym momencie?
Wielokrotnie podkreślałem, że nasz klub prowadzony jest bardzo mądrze. Cała hokejowa Polska szanuje to, jak funkcjonuje nasz zarząd. Nigdy nie byliśmy potentatem i nawet w naszych „najbogatszych” czasach nie znajdowaliśmy się na podium pod względem wysokości budżetu. Mimo to potrafiliśmy wykrzesać z naszej sytuacji maksimum. Najważniejsze jest to, że JKH GKS Jastrzębie zawsze był i jest klubem stabilnym, wypłacalnym i uczciwym wobec zawodników. Jeśli nasz klub coś obieca, to wypłaci. Warto podkreślić, że nasi prezesi to ludzie z ogromną pasją do hokeja na lodzie. Czują sport i za swoją pracę nie biorą z klubu ani grosza. Trzeba pamiętać, że my wszyscy - trenerzy, sztab medyczny, zawodnicy i młodzież - jesteśmy w tym klubie właśnie dzięki codziennej pracy prezesów. Myślę, że kibice szczególnie doceniają tę robotę właśnie w tym trudnym momencie, gdy z powodów organizacyjnych na szczeblu centralnym nie zagrają jastrzębscy siatkarze i piłkarze. Tymczasem my jako JKH GKS Jastrzębie dajemy sobie radę. I to bez zadłużenia.

Mimo tych problemów prezes Kazimierz Szynal zadeklarował, że potencjał kadrowy naszego zespołu będzie podobny do zeszłorocznego. Z tej perspektywy chciałbym pana poprosić o kilka trudniejszych słów do tych kibiców, którzy nieco bujają w obłokach. W nowym sezonie będzie znacznie trudniej o sensację w naszym wykonaniu nie tylko z uwagi na to, że nikt już nie zlekceważy Jastrzębia, ale również dlatego, że potencjał rywali będzie wyższy, a rynek transferowy jest jeszcze trudniejszy.
To prawda. Niedawno spotkaliśmy się z kibicami i rzeczywiście proszono nas, aby kolejny sezon był jeszcze lepszy. To oczywiście zrozumiałe, jednak apelowałbym do naszych sympatyków o powściągliwość. Możemy was zapewnić, że zostawimy serce na lodzie i tego wymagać będziemy od wszystkich naszych zawodników. Jednak powtórka z zeszłego roku... Nie chciałbym powiedzieć, że jest niemożliwa, bo w sporcie nie ma rzeczy niemożliwych, jednak realnie rzecz ujmując - musimy być przygotowani na różne scenariusze. Tak jak pan powiedział, nikt nie zlekceważy nas na początku sezonu i nie pozwoli na rozegranie tak fantastycznych dwóch pierwszych rund. Nie ma również sensu porównywanie składów naszych przeciwników, ponieważ nawet drużyna z Sanoka będzie przypuszczalnie dużo mocniejsza. Wiele wskazuje na to, iż pod względem wysokości budżetu znajdziemy się na granicy możliwości awansu do play-off... Musimy mierzyć siły na zamiary. Na ten moment cieszymy się, że udało nam się utrzymać większość kadry, a naprawdę nie było to łatwe. Po tak udanym sezonie chłopcy mieli prawo liczyć na solidne podwyżki, na które nas nie stać. Dlatego tym bardziej cieszę się, że zostają z nami Peter Bezuska, Aku Alho, Emil Bagin czy Marek Charvat. Jednak kilku innych bohaterów ubiegłych rozgrywek opuściło naszą drużynę właśnie z powodów finansowych i nie można im się dziwić. Nie jest dla nas do przeskoczenia konkurent, który proponuje naszemu zawodnikowi dwukrotną podwyżkę. Przyzwyczailiśmy się jednak do tej sytuacji. Wielokrotnie już rozmawialiśmy, że konstruujemy drużynę z zawodników, którzy chcą odbudować się po słabszym sezonie lub wybić się do zamożniejszego klubu. To żadna tajemnica. Nie obrażamy się, że ktoś, kto ma na utrzymaniu rodzinę, chcę zarabiać więcej. To normalne w zawodowym sporcie. Dlatego tym bardziej dziękuję chłopakom, którzy byli z nami w ubiegłym sezonie, a teraz zagrają w innych barwach.

Sądzę, że dość płynnie przeszliśmy do bardzo ważnego tematu związanego z transferami. W ubiegłym sezonie w zasadzie wszyscy pozyskani zawodnicy "wypalili". Niektórzy stali się nawet gwiazdami ekstraligi, choć przed sezonem mało który polski kibic znał ich nazwisko. Być może nie powinniśmy o tym mówić, jednak kibice muszą zdawać sobie sprawę, że pozyskiwanie zawodników o określonym profilu oraz sytuacji życiowej to również swego rodzaju loteria.
Tak. Bardzo się cieszę, że takie pytanie padło. Polska liga jest bardzo specyficzna. Bywało przecież nawet tak, że z różnych powodów "odbijali się" od niej nawet hokeiści z NHL w życiorysie. Powtórzę, że nigdy nie było nas stać na ściąganie gwiazd. Głównym atutem JKH GKS Jastrzębie jest pełna wypłacalność, a także stawianie na ciężką pracę. Rzeczywiście - budujemy drużynę w oparciu o pewne ryzyko. Rozmawiamy z wieloma osobami na temat zawodników, którymi się interesujemy, jednak nigdy nie ma pełnej gwarancji sukcesu. Wszak w ostatnich latach bywało tak, że w trakcie rozgrywek rozwiązywaliśmy umowy z niektórymi chłopakami. Teraz sytuacja jest dodatkowo utrudniona przez brak naszego lodowiska. Niewielu zawodników skłonnych jest do zaakceptowania takich "podróży". Przecież ja przed meczem wyjazdowym jechałem busem do Karwiny, skąd przywoziłem sprzęt do Jastrzębia. Nasi zawodnicy składowali go na Stadionie Miejskim, gdzie dzięki przychylności pani dyrektor Zofii Florek z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji dostaliśmy do dyspozycji szatnię. Następnie po obiedzie sprzęt wędrował do autobusu, którym ruszaliśmy na wyjazd. Na decyzję zawodnika o dołączeniu do naszej drużyny wpływa naprawdę wiele czynników. To są przecież dorośli mężczyźni, którzy mają na głowie rodziny. Dość powiedzieć, że dwóch asów z ubiegłego sezonu zostało ojcami. Wielokrotnie było też tak, że o pozyskaniu tego czy innego zawodnika decydowała atrakcyjność miasta.

Gdy ktoś z zagranicy ma do wyboru Jastrzębie i Kraków, to...
Przy podobnych warunkach finansowych woli mieć do dyspozycji znacznie więcej możliwości spędzania wolnego czasu dla rodziny. Kanadyjczycy z kolei często stawiają warunek przekazania im klubowego samochodu. Tymczasem my nie dysponujemy takimi luksusami. Cóż, nie będę ukrywał, że obecny czas jest dla mnie bardzo intensywny i w zasadzie bez przerwy "wiszę na telefonie". Złożenie drużyny w takiej sytuacji nie jest sprawą prostą. Chciałbym oczywiście mieć możliwość wymiany co najwyżej dwóch czy trzech ogniw w kadrze, ale nie narzekam. Lubię takie wyzwania. Dzięki prezesom mam ten atut, że wszyscy na rynku wiedzą, iż JKH GKS Jastrzębie nie obiecuję "gruszek na wierzbie" i jest bardzo uczciwym pracodawcą. Dlatego ten medal ma dwie strony - z jednej nie możemy liczyć na pozyskanie gwiazd, ale z drugiej - stajemy się cenni dla określonego typu zawodników. Co więcej, ponieważ stawiamy na młodzież i dajemy sporo szans gry na najwyższym poziomie ligowym w Polsce, co rusz mamy telefony od utalentowanych młodych wychowanków innych klubów. Wielu z nich marzy o szansie, jaką dostał chociażby Patryk Hanzel, który w Jastrzębiu zrobił ogromny postęp. Wszyscy wiedzą, że przez JKH GKS Jastrzębie w ostatnich latach przewinęło się mnóstwo chłopaków, którzy trafili do reprezentacji Polski we wszystkich kategoriach wiekowych. Ponadto nie bez wpływu na to zainteresowanie jest też nasza owocna współpraca z prowadzonym przez dyrektora Zbigniewa Miłosia Zespołem Szkół Mistrzostwa Sportowego, gdzie funkcjonują klasy hokejowe.

Nie jest wielką tajemnicą, że kibice niektórych klubów widzieliby pana w roli dyrektora sportowego u siebie...
Pojawiły się pewne propozycje, ale na pewno zostaję w Jastrzębiu. Nauczyłem się jednak, że nic nie jest dane raz na zawsze i wszystko może się wydarzyć. Nie palę za sobą mostów. Kiedyś miałem taką sytuację, że wydawało mi się, iż nie wrócę w pewne miejsce, tymczasem życie potoczyło się w zupełnie niespodziewanym kierunku. Powiem tak - w Jastrzębiu są różne momenty - i te lepsze, i te gorsze. Podoba mi się tu jednak kapitalna atmosfera, która buduje wręcz rodzinne relacje w klubie. Pracuję tu z ludźmi, których znam od dziecka. Ponadto moja córka chodzi tu do szkoły. Na ten moment nie widzę potrzeby zmiany pracy. Mam tu zapewnione warunki do pracy, choć faktem jest, że wyzwań nie brakuje. Wyrażam jednak nadzieję, że prezesi nadal będą chcieli korzystać z mojego doświadczenia.

Sprawy kadrowe. Podobno był temat pozostania w naszym klubie Fredrika Forsberga...
Miałem nadzieję na taki scenariusz. Odbyliśmy wiele rozmów z zawodnikiem i jego menadżerem. Fredrik bardzo dobrze czuł się w Jastrzębiu. Na własne życzenie zagrał przecież w finałach Pucharu Polski i wszyscy pamiętamy, jak ogromną rolę odegrał w Krynicy. Szwed był nam także wdzięczny za pracę, jaką wykonała z nim fizjoterapeutka Paulina Szaweł tuż po tym, gdy po jedenastu latach odnowił mu się uraz kolana. Wracając jednak do tematu - Fredrik nadal czeka na oferty ze strony zamożniejszych klubów. My tymczasem nie mamy już czasu. Daliśmy mu ostateczną ofertę, której nie zaakceptował.

Przejdźmy zatem do przedstawienia naszych nowych zawodników. Trafia do nas trzech kolejnych Finów, a ponadto po raz trzeci "do tej samej rzeki" wchodzi Martin Kasperlik...
Jeśli chodzi o "Kaspiego", to jastrzębski klimat zawsze mu służył. Rok temu byliśmy nieco zawiedzeni, że nas opuścił, ale to już przeszłość. Będzie grał u siebie w Karwinie, więc zyska dodatkowy "power". Co ważne - Martin trenuje z nami od początku okresu przygotowawczego, a zatem nie będziemy musieli martwić się o jego dyspozycję fizyczną. Mam nadzieję na jego udaną współpracę z Emilem Baginem, z którym rozumie się na lodzie bez słów. Jeśli chodzi o Paavo Holsę, to jest on bramkarzem o potencjale podobnym do Karolusa Kaarlehto. Nie będę ukrywał, że nieco ryzykujemy, ponieważ fiński golkiper zrobił sobie rok przerwy z powodów rodzinnych. Mam jednak na jego temat znakomite referencje. Paavo doskonale zdaję sobie sprawę, że będzie miał w tym sezonie dużo roboty. W ataku drugiej formacji zobaczymy Joonasa Savolainena, który jest bardzo silnym zawodnikiem. Liczymy, że w pojedynkach "jeden na jeden" w tercji obronnej będzie naszym atutem. To bardzo charakterny chłopak i w mojej opinii będzie doskonale pasował do Macieja Urbanowicza. Natomiast Miro-Pekka Saarelainen dysponuje dużym doświadczeniem, mając za sobą sporo gry w play-offach. Nie jest być może takim sprinterem jak "Kaspi", ale za to świetnie strzela z pierwszego krążka. Mamy nadzieję, że jego skuteczność przyda nam się w przewagach.

Czy możemy spodziewać się jeszcze jakichś wzmocnień?
Myślę, że w grę wchodzą jedno lub dwa nazwiska. Wciąż szukamy zawodnika, który zagra w ofensywie pierwszej piątki jako następca Danielsa Berzinsa. Myślę że niebawem będziemy mogli go przedstawić. Nie chciałbym jednak zapeszać i ujawniać szczegółów. Nieraz bywało i tak, że ktoś z polskiej ligi dowiadywał się o naszych działaniach i przepłacał naszą ofertę. Konkurenci wiedzą, że bardzo uważnie śledzimy rynek. Ponadto być może pojawi się u nas jeszcze jeden obiecujący defensor.

Na koniec chciałbym prosić o garść opinii odnośnie spraw trenerskich. Zapytam potem jeszcze o trenera Rafała Bernackiego, ale zanim przejdziemy do naszego szkoleniowca, chciałbym wspomnieć o Robercie Kalaberze. Przed rokiem podziękowano mu za pracę dla reprezentacji Polski, zaś niedawno Słowak pożegnał się z Unią Oświęcim. Czy nie żal panu, że Kalabera po tylu latach zabraknie w polskim hokeju?
Myślę, że Robert Kalaber zasługiwał na dalszą pracę z reprezentacją Polski. Wszak wywalczył z naszą kadrą rok w rok dwa awanse z rzędu! Jestem przekonany, że wyciągnął maksimum z potencjału, którym dysponuje polski hokej. Podjął sporo trudnych decyzji. Wielu kibiców miało do niego pretensje o ich zdaniem nieudany występ w Mistrzostwach Świata Dywizji IA i brak powrotu do Elity, tymczasem zapomniano, iż Robert rozpoczął niezbędny proces odmłodzenia kadry. Co więcej, podczas turnieju nie mogliśmy liczyć na trzech kluczowych zawodników ofensywy, czyli Kamila Wałęgę, Grzegorza Pasiuta i Bartosza Fraszko. Na wynik mistrzostw wpłynęły też takie czynniki, jak wyczerpanie trudnym sezonem oraz problemy zdrowotne. Robert Kalaber odbył z kadrą w zasadzie dwa lub trzy pełne treningi i nie miał możliwości sprawienia cudu, bo za taki należałoby uznać wówczas powrót do Elity. Powtórzę, że jego głównym celem na tamten moment było odmłodzenie reprezentacji. Nie była to jego fanaberia, ale konieczność. Nowy zarząd PZHL ocenił jednak, że Robertowi nie należała się szansa na kontynuowanie tego procesu. Nie oznacza to rzecz jasna, że zarazem krytykuję aktualnego selekcjonera Pekkę Tirkkonena. Tak nie jest. Dobre wyniki uzyskane podczas Euro Ice Hockey Challenge pokazały, że ten impuls być może okazał się pozytywny dla reprezentacji. Niestety, ostatecznie nie udało się go "przełożyć" na niedawne mistrzostwa. Chciałbym jednak ponownie podkreślić, że żałuję, iż Robertowi nie dano kolejnej szansy. Uważam go za jednego z najlepszych zagranicznych trenerów, którzy pracowali w polskiej lidze. Współpracowałem z wieloma szkoleniowcami, ale nigdy nie spotkałem tak zaangażowanego, profesjonalnego i rozwijającego się trenera, jak Kalaber. To oczywiste, że jego przygoda z Unią Oświęcim była nieudana, ale nie zmienia ona mojej opinii. Wraz z Rafałem Bernackim wciąż jesteśmy w kontakcie z Robertem i obaj cieszymy się, gdy przyjeżdża nas odwiedzić.

A zatem płynnie przeszliśmy do trenera Rafała Bernackiego. Proszę o szczerość - czy spodziewał się pan, że młodszy o trzy lata kolega tak doskonale poradzi sobie w nowej roli? Wszak w historii polskiej ekstraligi wielu było młodych szkoleniowców, którzy po przejściu z pozycji numer dwa na "jedynkę" nie poradzili sobie.
Będę szczery do bólu - w życiu nie spodziewałbym się, że Rafał odniesie taki sukces! Jestem jednak przekonany, iż nie było osoby, która przewidziałaby taki rozwój wydarzeń. Natomiast czymś zupełnie innym jest moje przekonanie o tym, czy Rafał Bernacki był przygotowany do nowej funkcji. Tego bowiem nie obawiałem się nawet przez moment - znam Rafała od wielu lat i wiem, jak bardzo mądry, inteligentny i pracowity jest to człowiek. Świetnie czyta grę, o czym miałem okazję przekonać się jeszcze za czasów Roberta. Przecież gdy wyjeżdżaliśmy z Kalaberem na zgrupowania reprezentacji, to Rafał Bernacki przejmował drużynę i mogliśmy być spokojni o wszelkie aspekty przygotowań do rozgrywek. Latem widziałem, jak prowadził treningi i dostrzegałem, jak dobrze radzi sobie z dyscypliną w szatni. Rafał Bernacki wielokrotnie podkreślał, że wiele nauczył się od Roberta Kalabera, natomiast drużyna JKH GKS Jastrzębie z ubiegłego sezonu to już jego dzieło które stworzył wraz z Markiem Chrabańskim. Cieszę się z jego sukcesu tym bardziej, że podobnie jak ja jest wychowankiem jastrzębskiego hokeja. Udowodnił, że decyzja zarządu naszego klubu o powierzeniu mu roli pierwszego szkoleniowca była słuszna. Przyznam szczerze, że gdy czasem usiądziemy w naszym gronie i rozmawiamy o ubiegłym sezonie, to wyrywają mi się słowa uznania dla Rafała: "Coś ty chłopie odwalił" (śmiech). Trzeba przyznać że bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę przed kolejnymi rozgrywkami. Apeluję jednak po raz kolejny, abyśmy trzymali się mocno gruntu i nie bujali w obłokach...

Fot. Magdalena Kowolik.

UWAGA! Uprzejmie prosimy zaprzyjaźnione Media wykorzystujące niniejszy autoryzowany wywiad w swoich publikacjach prasowych o wyraźne wskazanie źródła rozmowy - oficjalnej strony JKH GKS Jastrzębie (jkh.pl).

rozm. mg

Komentarze 0

Zostaw Komentarz

tel./fax 32 476 16 50
aleja Jana Pawła II 6a, 44-335 Jastrzębie-Zdrój

Formularz kontakowy

 
 
 


 

Administratorem danych jest Jastrzębski Klub Hokejowy GKS Jastrzębie, ul. Leśna 1, 44-335 Jastrzębie-Zdrój. Dane wpisane w formularzu kontaktowym będą przetwarzane w celu udzielania odpowiedzi na przesłane zapytanie.

NASTĘPNY MECZ