- Patrząc na całość sezonu, ten medal nie jest zły, choć wiadomo, że apetyty rosną w miarę jedzenia. Liczyliśmy na to złoto i drugi raz się zwiedliśmy - mówił po ostatnim meczu sezonu Mateusz Danieluk, który po ciężkiej kontuzji wrócił do gry dopiero na finał Polskiej Hokej Ligi.
- Na papierze Tychy miały silniejszy i bardziej wyrównany skład, ale na lodzie nie było tego widać. Graliśmy jak równy z równym, więc to srebro nie nas nie zadowala - ocenił na gorąco rozstrzygnięcie finałowej rywalizacji, Robert Kalaber, który jeszcze przed szóstym meczem przedłużył o trzy sezony umowę z jastrzębskim klubem.
GKS Tychy wygrał na Jastorze 4:2 w piątym meczu finałowym i to hokeiści z piwnego miasta potrzebują już tylko jednego zwycięstwa do upragnionego tytułu. Jastrzębianie mają natomiast dwadzieścia godzin, by poukładać swoją grę na nowo i jeśli chcą doprowadzić do siódmego meczu, muszą wygrać w czwartek w Tychach. Inaczej ze złota będą cieszyć się Trójkolorowi…
Przed piątym meczem finałowym niepewny jest tylko występ Michala Plichty. Decyzja o tym, czy Czech wystąpi zapadnie po porannym rozjeździe. Z całą pewnością zagrają natomiast Ukraińcy, którzy musieli przedłużyć swoje wizy.
Najpóźniej w sobotę poznamy mistrza Polski w hokeju na lodzie. W rywalizacji do czterech zwycięstw jest 2:2, a najbliższe starcie rozegrane zostanie w środę o godzinie 18:30 na lodowisku w Jastrzębiu-Zdroju.
W czwartym meczu finałowym jastrzębianie znów długo prowadzili jednym golem, ale tym razem GKS Tychy odwrócił losy meczu, zdobywając wyrównującą bramkę w końcówce drugiej odsłony. W trzeciej tercji gracze JKH nie ustrzegli się błędów i trzy gole gospodarzy sprawiły, że po zwycięstwie 4:1 tyszanie doprowadzili do remisu w finałowej batalii. Piąty mecz w środę na Jastorze.
