TRADYCJA KLUB PASJA

JKH GKS
JASTRZĘBIE

TWÓJ KLUB BLISKO CIEBIE!

Jastrzębie-Zdrój — przestrzeń wielu możliwości

SZCZEGÓŁY AKTUALNOŚCI

STRONA GŁÓWNAAKTUALNOŚCISłynny sweter trenera
Słynny sweter trenera
2017-12-26 Wywiady 0 KOMENTARZY

Słynny sweter trenera

O wspomnienia z turnieju finałowego Pucharu Polski z 2012 roku, gdy JKH sięgnął po to trofeum zapytaliśmy również Daniela Czubińskiego, ówczesnego asystenta Jirziego Reznara. Trener, który obecnie odpowiada za szkolenie w grupie naboru pamięta, że mało kto stawiał na ekipę znad czeskiej granicy.

Sweter, który przyniósł szczęście.

Podczas turnieju finałowego z 2012 roku ówczesny szkoleniowiec JKH, Jirzi Reznar zasłynął charakterystycznym swetrem, który jak się później okazało przyniósł jastrzębianom sporo szczęścia. - Do Sanoka nie jechaliśmy wtedy w roli faworyta. Mieliśmy wtedy w składzie dużo młodych zawodników, jak Szymon Marzec, czy Patryk Kogut. Nie omijały nas również kontuzje, bo graliśmy bez Jirziego Zdenka, czy Ramona Sopko. Optymizm był zatem umiarkowany. Na szczęście trener Jirzi Reznar miał czarodziejski sweter od żony, która dodatkowo przygotowała dla nas przepyszny strudel, który pochłonęliśmy ze smakiem - wspomina z uśmiechem Daniel Czubiński.

Trener Jirzi ReznarTrener JKH GKS Jastrzębie, Jirzi Reznar w "magicznym" swetrze.

Tychy musiały, Jastrzębie mogło.

Do meczu półfinałowego jastrzębianie przystępowali bez żadnej presji. Hokeiści JKH jechali do Sanoka, by zagrać dobry turniej, a to rywale za wszelką cenę chcieli sięgnąć po puchar, który i tak pojechał na Jastor. - Tyszanie przyjechali krótko przed meczem, co na pewno nam pomogło. Jak już udało się wygrać z Tychami to mogliśmy pokonać każdego. W drugim meczu Sanok dłużej "męczył" się z Cracovią, a my po swoim zwycięstwie byliśmy trochę w szoku, ale raczej wyluzowani przed finałem. Na Sanoku ciążyła ogromna presja, a to na pewno nie pomaga. Finał to tylko jeden mecz i dobrze, że ułożyło się po naszej myśli - cieszy się.

Nikt na nas nie stawiał.

O tym, że sukces jastrzębian był sporą niespodzianką świadczy chociażby fakt, że do Sanoka nie wybrało się zbyt dużo jastrzębskich kibiców. - W nasz awans do finału wierzyło mało osób, bo na trybunach była tylko rodzina Mateusza Danieluka i Zarząd. W sumie z Jastrzębia było może dziesięciu kibiców, ale za to oddanych. Siedzieli za naszym boksem i nas wspierali. Mówi się również, że kobieta w hokejowej szatni przynosi pecha, ale Agata Kosińska, która pojechała z nami w zastępstwie za Adama Dziurskiego przyniosła nam jak widać szczęście - dodaje Czubiński.

Wesoły powrót.

Podróż powrotna na Śląsk była bardzo równie wesoła, jak długa. - Powrót do Jastrzębia był bardzo wesoły. Cały autobus śpiewał Jożina z Bażin. Na zjeździe z autostrady w Świerklanach przywitali nas kibice, którzy eskortowali nas na lodowisko. Tam zostaliśmy wspaniale przyjęci przez resztę sympatyków. Atmosfera była naprawdę fantastyczna - kończy trener grup młodzieżowych.

UDOSTĘPNIJ:

KOMENTARZE 0

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz dodać pierwszy.

ZOSTAW KOMENTARZ

Administratorem danych osobowych jest Jastrzębski Klub Hokejowy GKS Jastrzębie, al. Jana Pawła II 6A, 44-335 Jastrzębie-Zdrój. Dane podane w formularzu przetwarzamy wyłącznie w celu obsługi i publikacji komentarza. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności.